Black Smoke, Torched, Bloki i Wieżowce, Tofu Riot- Żarty Żartami, Łódź (13.01.2018)

black smoke.jpg

Rok koncertowy rozpoczął się dla mnie z przytupem. To, co wydarzyło się wczoraj w łódzkim klubie Żarty Żartami w ogólnym rozrachunku nie zmieściło się w granicach moich oczekiwań. To, co usłyszałem tego wieczoru wyszło daleko poza nawias, który zakładałem. Zaczęło się od nieco nieśmiałej w swych poczynaniach ekipy z Rzeszowa – Tofu Riot, która na scenie rozpychała się w sposób street punkowy, ale przy tym bardzo rzeczowy i naturalny. Brakowało w tym być może większej brawury, zważywszy na to co działo się później w tym klubie, ale zdarzały się i tutaj momenty, które potrafiły zaangażować słuchacza. Łódzka formacja Bloki i Wieżowce wrzuciła jeszcze wyższy bieg. To, co rzuciło się na słuch w pierwszej kolejności to świetna współpraca gitarzystów. Potrafili oni uchwycić swoimi zagrywkami punkty styczne między agresywnym punk rockiem, a zimną falą spod znaku Wież Fabryk. Ze swoich obowiązków znakomicie wywiązywał się też perkusista, który uczciwie równoważył brzmienie kapeli. Z pewnością nie jest to jeszcze najwyższe piętro muzycznego drive’u, ale widoki na przyszłość rysują się w jasnych barwach. Kolejne dwie kapele, przybyły do Łodzi z Wrocławia. Pierwsza z nich – Torched od pierwszej do ostatniej nuty robiła profesjonalne wrażenie i bardzo szybko rozgrzała publikę. Duża w tym zasługa wokalisty, który wyszedł przed szereg i zaproponował aerobik dla wytrwałych. Ćwiczenia odbywały się przy akompaniamencie wściekłego, plującego jadem grindcore’u, promieniującego soniczną, niczym nieskrępowaną przemocą. Szybkie ujęcia, wartka akcja i brzmienie tej formacji to wartość, która ma prawo przytłoczyć, przy tym wryć się na trwałe w pamięć. Ale czy mogło być inaczej? Tam gdzie amok przeplata się z pierwotną siłą Nails, niewiele czasu potrzeba by rzucić na kolana. I to wszystko pomimo tego, że kapela dała krótki – około dwudziestominutowy koncert. Drugim reprezentantem województwa dolnośląskiego był Black Smoke, który od samego początku narzucił publice pożądany rejestr. Pod scena nieco się przerzedziło, co wcale nie oznaczało, że po sali hulał zimny wiatr. Znalazło się kilku maniaków, którzy docenili starania tej młodej wrocławskiej ekipy. Agresywny w swej wymowie sludge metal, który potrafi oczarować i zaprosić do tańca hardcore, jak i również wskrzesić iskrę w mrocznych doom metalowych partiach. Jest to widok z kategorii tych rzadkich do obserwacji szczególnie na polskiej scenie. Ogromne brawa za to należą się w pierwszej kolejności sekcji rytmicznej. Wątki podejmowane przez Piotra Hucał (bass) i Gniewko Świątek (perkusja) potrafiły przyprzeć do ściany. Już na płycie wydawali się bandą pewnych siebie graczy, którzy chęć muzykowania poparli nie tylko sprawnością instrumentalną, ale również intuicją w dobieraniu i scalaniu motywów z różnych stylistyk. Wszystkie elementy świetnie ze sobą współgrały i podtrzymały moje przekonanie, że o to mam możliwość obcowania z zespołem pozbawionym szablonów.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s