Silberman New Quintet – Pieśń Gęsi Kanadyjskich

silberman_new_quintetTen album wyhodowany został na paszy o wysokiej wartości odżywczej. Silberman New Quintet to formacja, która czerpiąc z jazzowej estetyki, potrafi zadbać o to, by ilość komponentów w karmidłach była odpowiednio wyważona. Panowie postarali się przy tym o bardzo równomierne rozprowadzenie rockowej treści, która dodaje tej płycie niezwykłej dozy chwytliwości. „Pieśń Gęsi Kanadyjskich” to album, który z każdym kolejnym odsłuchem coraz to mocniej tuczył we mnie wrażenie, że oto obcuję z najlepszą polską płytą jazzową tego roku.

Zespół do niedawna funkcjonował jako trio, teraz poszerzył swój skład o kolejnych dwóch muzyków. Oprócz znanych z poprzednich wydawnictw: Łukasza Stworzewicza (perkusja), Mateusza Gawędy (fortepian) i Jakuba Mielczarka (kontrabas) na najnowszej płycie tej formacji można usłyszeć również Macieja Obara (saksofon altowy) i Artura Kudłacika (gitara basowa). Już przy okazji pierwszego utworu – „Ozjusz”, od razu wyczuwa się, że koncepcja „pogrubienia” brzmienia to bardzo słuszna droga rozwoju dla tej formacji, która toruje przed nimi spektrum nowych możliwości. Na przestrzeni tych czterdziestu minut, jakie trwa ten album, kapela podsuwa pod ucho słuchacza motywy, których Komeda by się nie powstydził. Są to akcenty wyważone, stanowiące raczej delikatną przyprawę podkreślającą smak poszczególnych kompozycji. Zdarza im się za to podjąć niemal w całości „Temat miłosny z La Strada”, nanieść na niego kilka rozbudowanych dialogów instrumentalnych, nasycić klawiszami, a to wszystko bez gubienia wcześniej podjętych tropów i bez żadnego uszczerbku dla myśli przewodniej. A przecież nie można zapominać o tym, że pomiędzy tymi kawałkami są jeszcze cztery równie ponętne utwory. Szczególną sympatią darzę chyba najbardziej pikantny „Wołanie, czekanie, szukanie”, w którym to do głosu dochodzi kontrabas i zalicza kilka niezwykle urozmaiconych przejść i pomruków odbijających się szerokim echem na reszcie muzyków. Za to w kawałku „Czeladnik” kapela ucieka w free jazzową niesystematyczność. Daje się w tym wyczuć swobodę improwizacji, która nie jest nacechowana nachalnym wpychaniem stopy między drzwi. Z podobnych swobód Panowie korzystają w utworze tytułowym, gdzie w pełni świadomie operują kontrastem muzycznym pomiędzy drapieżnym rockiem a w pełni wyrachowanym jazzem, uzyskując tym samym fusion, po którym można tylko dziób rozdziawić. „Pieśń Gęsi Kanadyjskich” to muzyka wyrazista, zagrana przez artystów, którzy doskonale poruszają się po szerokim spektrum stylistyk. Silberman New Quintet z każdym kolejnym albumem przybiera na wadze. Cieszyć się można, że tak szybki przyrost mięśni nie wiązał się z kastracją swojej unikalnej natury.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s