Merkabah – Milion Miles

a2159973640_10Na „Million Miles” nie tylko chwile są piękne, ale i całe ciągi zdarzeń. Panowie tym albumem wypływają na otwarte morze. Na takich wodach, by czuć się w pełni bezpiecznie, nie wystarczy pełen magazynek, czy też biegłość instrumentalna. O wiele ważniejsza jest płynność z jaką poszczególni muzycy poruszają się między zawiłymi strukturami. Merkabah to zespół, który na przestrzeni ostatnich lat w tym względzie poczynił ogromne postępy. Z nieco nadsterownej łajby przeistoczył się w okręt zgrabnie poruszający się między metalową strukturą a free jazzem.

Pierwsze słowo, które przyszło mi na myśl po przesłuchaniu tej płyty to zrównoważenie. Ten album, jako całość, to twór barczysty i postawny, taki, który budzi respekt. Na szczególne wyrazy uznania zasłużyła sekcja rytmiczna, która wykazuje się tutaj niemal militarną precyzją. Warszawiacy to wachta, która z niejednego dzbana rum piła, co wcale nie oznacza, że zawodowo zajmują się szmuglowaniem cudzych pomysłów. Oczywiście zdarza im się czasami zacumować w strefie wpływów King Crimson, ale robią to w sposób twórczy, próbując odnaleźć nowe wątki, które pasowałby pod ich metalowy kadłub. O tym, jak dosadnym i jędrnym w swojej grze jest perkusista – Kuba Sokólski, chyba nie trzeba już przypominać. To on nadaje tej muzyce odpowiedniej dynamiki, wykorzystując do tego swoją niezwykłą zwrotność, potrafi uwypuklić partie gitary, czy też kotwiczyć maniakalne frazy saksofonu. Solowe popisy Rafała Wawszkiewicza często przywodzą na myśl te grane przez Jørgen’a Munkeby z Shining. Szczególnie widoczne jest to w momencie kulminacyjnym utworu „The Lion’s Throat”. Riffy to też wyższa szkoła patroszenia, chociaż zapewne niektórym może w tej kwestii brakować większej ekscentryczności. Tym niemniej, warto jest docenić starania muzyków Merkabah, którzy z płyty na płytę stawiają na ciągły progres i do swojego repertuaru wrzucają nowe rozwiązania. Kapela zapędza się na coraz to bardziej rozszalałe morza, na których wielu poległo. „Milion Miles” to album, na którym daje się wyczuć coraz to większą rolę elektroniki. Jest to bardzo udany zabieg, który wydaje się otwierać przed kapelą łańcuch nowych możliwości. I choć Panowie nie odnaleźli jeszcze swojej skrzyni złota, to zainicjowali szereg przygód, które mogą przysporzyć wypieków na policzkach słuchacza i nie jest to efekt zbyt dużej ilości rumu, a przemyślanych i świadomych wyborów.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s