Code Orange – Forever


code-orange-forever-album-2017-800x800

„Forever” to dziwaczny, tym niemniej bardzo udany balans na granicy legalności. Wydaje się, że jest to bardziej zasługa zespołowej intuicji pomieszanej z pewną dozą szaleństwa niż w pełni policzalnym wyrachowaniem. Kto o zdrowych zmysłach łączyłby metalcore z industrialem, obtaczał w powerviolence i dla pełnego nasycenia wplatał elementy sludge metalu? W tak skrajnych przypadkach z pomocą przychodzi instynkt, który na tej płycie odgrywa kluczową rolę. To broń, która powinna być na wyposażeniu każdego muzyka. Jest to oręż, dzięki któremu możliwe jest uchwycenie muzycznych cząsteczek trudnych do jednoznacznej analizy.

Synteza stylów zawartych na tym albumie nie zawsze jest procesem, który byłby w pełni kontrolowany przez zespół. Code Orange próbuje chwycić kilka srok za ogon i aby zachować równowagę musi nagiąć parę zasad. Dlatego też dla oczyszczenia atmosfery już na początku ostrzegam, że są na tej płycie fragmenty mocno ocierające się o nu-metal i to ze źródła, które chwały kapeli nie przynosi. Ale dość psioczenia, bo ten bałaganiarsko – nonszalancki styl bycia nie może przesłaniać prawdziwej wartości tego albumu, który ma sporo walorów. Krwiobieg tej kapeli przepełniony jest rytmiką spod znaku Integrity, która niezwykle sprawnie wtłaczana jest przez nadpobudliwego perkusistę. To prawdziwy lider, który pozostawia serce na muzycznym boisku, racjonuję i normuję gitarowe skurczę osadzając je na klarownym podłożu. Zyskuje w oczach już przy pierwszym kontakcie. Daleko szukać nie trzeba – tytułowy kawałek, który został umieszczony na początku płyty to zgiełk najwyższej próby. Mam głęboką nadzieje, ze stanie się on kierunkowskazem do dalszych poszukiwań dla Amerykanów. Reszta kapeli nie zostaje w tyle za swym bębniarzem. Wrażenie na słuchaczu robić mogą przede wszystkim gitarowy motyw zawarty w kawałku „Real”. „The Mud” też ma w sobie kilka w pełni brawurowych zrywów. Czy fuzja hardcore’u z Nine Inch Nails w „Hurt Goes On” może nazwać udany? Jeśli masz zmysł aranżacyjny, a za konsoleta siedzi Kurt Ballou to ja nie widzę żadnego problemu. „Forever” to nie tylko album dająca obietnice dalszych zysków, ale i pełnoprawny pokaz muzycznej odwagi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s