Voivod -Phobos


u5cpfgi

Podobno we wszechświecie wszystko płynie i nic nie jest stałe. Pamiętam jeszcze jak kilka lat temu uczyłem się o Układzie Słonecznym i padała tam nazwa Pluton. Teraz okazuje się, że ten obiekt zdegradowany został do planety karłowatej. A już lada moment, lada chwila okazać się może, że na jego miejsce wskoczy Planeta X. Wszak liczba ciał niebieskich musi się zgadzać. Chwalmy wiec Pana, że chociaż w muzyce są wartości trwałe, takie jak „Phobos”.

W 1997 roku Voivod nagrał płytę, z którą nie zawsze było mnie po drodze. Album, który najpierw odkrywa swoją ciemną stronę, a dopiero po bliższym poznaniu emanuje blaskiem. Była to zapewne kwestia przyswojenia zmian, których było sporo. Ten kto zna klasyczne albumy Kanadyjczyków z lat 80′ mógł mieć podobne problemy, aby odnaleźć się w nowym industrialnym porządku. Wydaje się, że lęk przez zmianami odczuwali nie tylko fani, a i sam zespół. „Phobos” w mitologi greckiej oznacza strach i na tej płycie jest on wszechobecny. Znerwicowana praca perkusji, natarczywy desant gitarowy Denisa D’Amoura, a na tym tle unosi się jaskrawy w swej wymowie głos wokalisty Erica Forresta. Dla mnie pełni on funkcję brygadiera, który trzyma w ryzach poszczególne składowe tej muzyki. Przy takich płytach dyscyplina to podstawa. Wydaje się, że Voivod tego samego wymaga od słuchacza, rygoru przy słuchaniu. Wszystko po to, by nikt nie przegapił martwej gwiazdy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s