Satyricon – Progresja, Warszawa (29.11.2013)


Satyricon to znakomity przykład na to, jak wspaniale można łamać konwencje. Za cel nadrzędny panowie od zawsze stawiali sobie chęć zaskoczenie słuchacza, a nie kurczowe trzymanie się obranej drogi. Z takim podejściem łatwo jest narobić sobie wrogów. Z drugiej strony, jeśli przekraczasz granice stylistyczne na swoich warunkach, masz do tego odpowiedni warsztat i jesteś skrupulatny to niewątpliwe są szanse na sukces. Nie wiem czy wypełnienie Progresji można nazwać sukcesem, ale Frost i koledzy z całą pewnością posiadają cechy, które wypisałem powyżej. Bardzo miło było w końcu zobaczyć ich na żywo, ale za nim przejdę do przyjemności, z obowiązku wspomnę o poprzedzających zespół Satyricon, Tajwańczykach z Chthonic.

Biedny support. Publiczność nieszczególnie doceniła starania, ale ciężko jest się dziwić takiej reakcji zgromadzonych. Zamiast oczekiwanego, niebanalnego w założeniu połączenia brzmień metalowych z tymi utworzonymi bardziej z syntetycznych surowców, moje organy słuchowe nafaszerowane zostały pseudo kabaretowymi pochodami. Żonglerka stylistykami?! Dobre żarty. Do tego należy mieć odpowiedni warsztat i zmysł doboru odpowiednich kompatybilnych barw muzycznych, a tego ewidentnie grupie Chthonic brakuje. Ogólnie nie ma się co rozwodzić, także czym prędzej przechodzę do dania głównego. Byłem święcie przekonany, że Satyricon swój set koncertowy w głównej mierze oprze o utwory z ich ostatniej płyty, ale jakże miło się rozczarowałem. Tym bardziej, że zaczęli od „Voice of Shadows” (utworu, który jest wprowadzeniem do ich ostatniego albumu zatytułowanego „Satyricon”), później płynnie przeszedł w „Hvite Krists Død”. Kolejny utwór „Now, diabolical”, który w końcu skłonił publiczność do większej aktywności. Przysłuchując się kapeli zastanawiałem się co stanowi o popularności tego zespołu? Siła muzyki Satyricon tkwi w kompleksowym podejściu do niej przez dodanie dezorientujących bonusów. Oczywiście dźwięki krzewicieli black metalu ciężko jest dopasować do innego gatunku stylistycznego, ale nie da się też ukryć, że Norwegowie od zawsze odstawali nieco od swej rodzimej sceny. Oni po prostu zdają sobie sprawę z tego, że nie wystarczy ciekawy riff, by kompozycja była udana i starają się ubarwić swoje nuty na wielu płaszczyznach. Niewiele było / jest zespołów, które tworzą tak ciekawe melodie, jak ta zaproponowana w „Now, diabolical”. Z nowych utworów najcieplej przyjęty został „The Infinity Of Time And Space”, który zakończył set złożony z nowych kompozycji. Po tym na publiczność spadła nieokiełznana bomba, a materiałem wybuchowym były kolejno: „Forhekset”,”To the mountains” i „The pentagram burns”. Te utwory to prawdziwy popis perkusyjny Frosta, który niczym taran wyczyścił przedpole dla innych członków kapeli. Po wszystkim został sowicie nagrodzony należytymi brawami. Po ponad godzinnym koncercie kapela zeszła ze sceny, ale oczywiste było, że po takiej salwie oklasków, jeszcze powrócą. Bisowanie zaczęli od „Mother North”, które przetoczyło się intensywną ścianą dźwięku wspomagana typowym dla Satyra wokalem. Gdy został zapowiedziany kolejny kawałek K.I.N.G, przestałem analizować to, co się działo na scenie i dałem się porwać muzyce. Czy można jeszcze coś dodać? Chyba tylko tyle, że aby w pełni zrozumieć fenomen tego zespołu należy mieć w sobie duże pokłady chęci poznawczych. Jeśli ktoś decyduje się na obcowanie z taka muzyką musi być przygotowany na wyzwania.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s