Agnostic Front, Death By Stereo, Naysayer (Dekompresja, Łódź – 24.02.2012)


Wieczór rozpoczął się od ponad półgodzinnego występu najmłodszej stażem ekipy w stawce – Naysayer. Ten pochodzący z Richmond zespół zaprezentował się całkiem solidnie, ale bez większych fajerwerków, szczególnie w strefie gitarowej. Honor całej ekipy ratowała sekcja rytmiczna, której od czasu do czasu udało się wstrząsnąć posadzką łódzkiej Dekompresji. Co z tego? Skoro reszta kapeli kalała brzmienie topornymi i oklepanymi metalcore’owymi zagrywkami. Gitarowe tło utworów rozjeżdżało się w powijakach, tworząc niewyraźny muzyczny obraz. Cóż, tak to już bywa, kiedy próbuje się na siłę dopasować elementów zupełnie do siebie nie przystające. Drugim i zarazem ostatnim supportem była formacja Death By Stereo z niezwykle charyzmatycznym i mocno narwanym wokalistom – Elfrem Schulz’em. Nabiegał się on po scenie dość solidnie, ale dzięki temu dość szybko udało mu się zdobyć zaufanie zgromadzonej publiki. Będąc uczciwym, należy jednak przyznać, że na przestrzeni całego koncertu zdarzały mu się drobne wokalne wpadki, które potrafił zatuszować scenicznym magnetyzmem. Oprócz hiperaktywnego frontmana na pochwały zasłużył również perkusista Mike’a Cambra, który trzymał w ryzach poszczególne kompozycje, nadając im odpowiedniej ciężaru gatunkowego. Osobliwy charakter muzyki, ostre jak brzytwa gitarowe riff, skupiały się w potężną bijącą ze sceny energie, która niosła mocno zaraźliwy ładunek. Po krótkiej przerwie na scenie pojawił się Agnostic Front. Roger Miret’a i spółka nie pozostawiła złudzeń, kto tu jest gwiazda wieczoru. Nie ociągając się zbytnio rozpoczęli znanym z ostatniego albumu „City Streets”. Następne w kolejce „The Eliminator” i „Dead To Me” rozkołysały publikę już na dobre. Miret’a szalejący na scenie, szybko złapał dobry kontakt z fanami. Sympatycznie zaprezentował się również Vinnie Stigma, który od czasu do czasu pozwalał pobrzdąkać na gitarze, ludziom z pierwszego rzędu. Największe szaleństwo rozpętało się przy okazji klasyków z „Gotta Go” i „Riot, Riot, Upstart” na czele. Przy tych utworach fani zgromadzeni w Dekompresja wpadli w istny amok. Potężny młyn pod sceną z każdym kolejnym utworem, musiał przyjmować coraz to większą ilość skoczków, którzy uskuteczniali stage diving. A gdzieś nad głowami wszystkich zebranych, niosła się strumień ognistego hardcore’u. Ponad godzinny koncert minął w tempie błyskawicznym, ale tyle czasu starczyło mi, na to bym utwierdzić się w przekonaniu, że Agnostycy nowojorską motorykę i specyficzny drive mają opanowany w jednym palcu.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s